Nie potrafię odejść.

 Nie potrafię podjąć tego trudu, odpowiedzialności za to kim staną się moje dzieci w przyszłości. Nie umiem przerosło mnie to. Przeraża mnie to co myślę dzisiaj, i to co stanie się kiedy będą dorosłe. I wiem że będę w pełni winna temu kim się staną, i jak będą postępowali. Przeraża mnie to co czeka moją córkę i to kim stanie się mój syn. Ile jeszcze czasu MI potrzeba aby dojrzeć, dojść do momentu w którym zmierzę się w pełni świadomym sercem i z podniesionym czołem, temu na co nie potrafiła. Poradzić, bądź zaradzić prawie 10 lat temu już. Wszystko toczy się w wolnym biegu. Ale od 7 lat przybrało tempo. I zatracalam zaufanie do Niego. Nie wierzę w dobre intencje. I oczekiwania co do mnie. A od siebie daje pracę. Swoją ukochaną, wymarzoną pracę. Co mi p tym? Tyle że dzieci mają co jeść.... Ale oczywiście nie trzeba chyba mówić że za to też obrywam po uszach bo wydaje JEGO pieniadze, a jak to mówi, nic nie wnoszą do TEJ RODZINY. 


W tych chwilach, badź zawsze przy mnie ❤️ 

Komentarze